Przede mną siedzi człowiek. 
Rozbiera się ze swoich myśli i uczuć. 
Milczy. Mówi. Płacze. Krzyczy. Szepcze. Duka. Wyrzuca słowa. Patrzy. Mruga. Kuli się. Prostuje. Wzdycha. Oddycha. 
Okrywa mnie.
Wspomnieniami. Marzeniami. Obawami. Rozterkami. Oskarżeniami. Wyrzutami. Żalami. Strachami. Miłościami. Planami. Żądzami. Krzywdami. Wyznaniami. Cierpieniami. Radościami.

Zagadkami. 

To tak jakbym trzymała w dłoniach żywy organ. 
Serce. Silnik. Mechanizm.
Skomplikowany w swojej prostocie.
Działa, pompuje, nawala.
Czuję jak pulsuje. Jak napędza krew. Od niego wszystko zależy. 

Ujmuję je delikatnie. Nie chcę upuścić. Naruszyć. Zgubić. 

Czasami jest słabiutkie. Oddycha płytko. Przyglądam mu się z bliska, niemal dotykam je nosem. Wysilam się, by dojrzeć, jak się porusza. Chcę tchnąć w nie życie. Sprawić, by było mu ciepło. Odważ się, śmiało – mówię – weź głębszy oddech.

Zdarza się, że drży niespokojnie. Membrana lęku. Wówczas to ja biorę na siebie wdech i wydycham spokój. Dmucham nim w cały pokój, niech zmiesza się z tlenem, naprze na ściany. Trzeba wyrównać rozchwiane ciśnienie atmosfery.

Bywają serca, które wyrywają mi się całe w złości. Kąsają, wierzgają, ranią też, a owszem. Przyjmuję to. Rozumiem. Daję przestrzeń. Czuwam, na tyle, ile mogą mogę, choć przez tę chwilę, by same siebie jeszcze bardziej nie skrzywdziły.

Są też serca skurczone. Zmarszczone. Nazbyt nabrzmiałe. Wątłe. Niecierpliwe. Każdego rodzaju…

Serce rozpracowujemy zawsze razem.

Najpiękniejsze są momenty z błyskiem.Tak je nazywam. 
Ze łzą wzruszenia. 
Iskierką radości.
Płomykiem nadziei.

Później to się tli i żarzy, i roznieca.
Pojawia się wtedy…

Zaufanie
wobec mnie.
wobec ludzi.
wobec świata.

wobec siebie.

Przywiązanie
do planów.
do marzeń.
do innych.

do życia.

Zrozumienie
jak.
dlaczego.
kiedy.
w jakim celu.
z kim. 
za czym. 
bez kogo. 
bez czego. 

siebie.

Właśnie to robię w pracy.
Ujmuję w dłonie serca. 
Na chwilę, na trochę, na później, na dłużej.
Tulę.

W czterech ścianach, na fotelach z Ikei, człowiek daje mi kawałek siebie. Najcenniejsze co ma. Wszystko jego.
Chcę być na to gotowa. 
Chcę robić to z szacunkiem. 
To poważna sprawa.
Robię to, bo ktoś mi na to pozwala.
Ktoś mi ufa.
Czasami tylko mi na tym świecie.

Wiem, jakie to ważne, by dbając o innych, dbać o siebie.

Ujmuję serce w dłonie.
Tym razem swoje własne. 

Jestem mu wdzięczna. Tak wiele dźwiga.
Czasami mu się dziwię, że jest w stanie to wszystko unieść.
Problemy swoje i cudze. Obce. Tak naprawdę wszystkie, łącznie z własnymi, są nowe i nieznane. 
Tragedie często niepojęte. Sprawy nierzadko zupełnie niedomknięte. Krzyki, bijatyki, bóle skandale.
Przyjmuje je, ogląda, dotyka, pozwala się sparzyć. Ukłuć.
Zgadza się na to, że może zaboleć.

Nie mogłabym inaczej. 
To pasja. 
To jest ważne. 
To ma znaczenie. 
To dobrowolne.

Czy bezinteresowne?

Zostaję ze swoim sercem na dłoni i myślę,
że wszyscy walczymy o to samo.

O miłość.
O zdrowie.
O zaufanie,
że cokolwiek, 
gdziekolwiek, 
z kimkolwiek, 
jakkolwiek się stanie,
to sobie poradzimy. 

To nie jest tak, że robię to bez żadnej korzyści. 
Moja praca mnóstwo mi daje. 
Pokonując z kimś jego wyboje, zyskuję na pewności, 
że na własnej przejażdżce pokonam również swoje własne.

Jesteśmy ludźmi. 
Pomagamy sobie nawzajem.
Po to siebie mamy. 
Tak właśnie o siebie dbamy.

To krąży. To wraca.

Wierzę w ludzkie dobro.
Nigdy nie przestanę. 


Może stąd moja siła?