Jesień przyszła. Na mieście krążą słuchy, że teraz „stresów” będzie już tylko więcej. Zanim chandra zapuka do twoich drzwi i nim stres wetknie nos w nie swoje sprawy, zapraszam na krótką lekcję psycho-biochemii. Najpierw CO, później JAK. Aby dowiedzieć się JAK poradzić sobie ze stresem, warto wiedzieć CO się dzieje w naszym organizmie, gdy go odczuwamy.

Wstęp z historii

 

Pojęcie „stres” pierwotnie niewiele miało wspólnego z tym co ludzkie, a bliżej mu było do maszyn. W połowie XX wieku Hans Seyle popularyzował pojęcie „stres” adaptując je z inżynierii. Terminem tym posługiwano się do opisu trwałości budowli np. ile ciężaru, czyli stresu, może unieść most, zanim się zawali. Pewnie ta groźba upadku sprawiła, że błyskawicznie stres skojarzono z czymś bardzo negatywnym, czego należy się wyzbyć.

Wówczas popularność zdobyło podejście głoszące konieczność prowadzenia „bezstresowego” życia.  Ciągnie się ono za nami do dziś. „Proszę się nie stresować” – każdy z nas nie raz takie zalecenie usłyszał. Tak, jest ono niewykonalne. W życiu wciąż będą występować stresujące sytuacje i nie zmienimy tego. Taki już urok naszej nieobliczalnej codzienności. Z tego względu współczesny model pracy z zaburzeniami lękowymi zakłada osiąganie stabilności emocjonalnej dzięki zmianie, a nie przeciwko niej. Głosi, że łagodny i umiarkowany stres może nam pomóc pozostać czujnym i skupionym. Skupia się przede wszystkim na akceptacji wyzwań codzienności, a nie na uciekaniu lub walce z nimi.

W tym miejscu mała dygresja. Zastanów się, jak często mówisz swojemu dziecku lub komuś bliskiemu: „Nie ma się czego bać!”  No właśnie…

Powinniśmy uczyć się żyć ze stresem, a nie bez niego.

 

Układ współczulny i układ przywspółczulny

 

Rozwinięcie z biologii

 

W naszym układzie nerwowym działają dwa układy: współczulny wprowadzający pobudzenie i ostrzegający przed zagrożeniem i przywspółczulny, który zapewnia odpoczynek i relaks. Zdolność do wytwarzania odporności psychicznej związana jest z równowaga pomiędzy aktywacją obu gałęzi układu nerwowego. Permanentny stres doprowadza do przeciążeń sprawiając, że układ współczulny zaczyna wieść prym. Jeśli organizm człowieka przez długi czas pozostaje w stanie aktywności obiegającej od normy, mimo że zagrożenia już dawno minęło, wówczas mogą rozwijać się różne zaburzenia lękowe.
Główną rolę w tworzeniu emocji, które powodują, że stres zamienia się w lęk, odgrywa ciało migdałowate. Jest to grupa komórek nerwowych w naszym mózgu umieszczona w płacie skroniowym. Swoją kulinarną nazwę zawdzięcza odkrywcy, badaczowi neuroanatomii, który uważał, że wspomniane skupisko komórek przypomina kształtem migdał.
Ciało migdałowate - twój osobisty czujnik stresu

Ciało migdałowate – twój osobisty czujnik stresu

Ciało migdałowate to osobisty „czujnik dymu” każdego z nas. To jemu właśnie zawdzięczamy „zryw na równe nogi” w sytuacji zagrożenia. Jego działanie jest dla nas niezbędne. Można powiedzieć, że u osób cierpiących na zaburzenia lękowe, z powodu różnorakich niesprzyjających warunków, ta część mózgu została źle zaprogramowana, w wyniku czego bije na alarm w sytuacji zagrożenia, które tak naprawdę nie istnieje. W terapii nie będzie nam zależało na tym, żeby ciało migdałowate wyłączyć, ale by usprawnić jego działanie.

Podsumowanie z chemii

 

Warto pamiętać, że przewlekły stres zmienia chemię w mózgu. Pacjenci cierpiący na przewlekły lęk czy depresję często mówią „Niby nic się nie dzieje. Nie wiem skąd się biorą moją obawy.” To właśnie sprawka „awarii w laboratorium mózgu”, która doprowadza do nadaktywności ciała migdałowatego przejmującego przewagę nad korą przedczołową. W wyniku tego negatywne doświadczenia przybierają na sile, uwaga zawęża się do potencjalnego (nie rzeczywistego zagrożenia), a pozytywne doświadczenia niezwiązane ze strasem znikają z pola widzenia.  Traumatyczny i przewlekły stres zwiększa reakcje neurochemiczne w organizmie prowadząc do zespołu nazywanego kaskadą kortyzolu. To wszystko są objawy przewlekłego lęku, a nie nadchodzącego niebezpieczeństwa.
Takie uczucie wewnętrznego roztrzęsienia jest bardzo nieprzyjemne, ale jednocześnie trudno się od niego uwolnić. Osoba w lęku nierzadko kurczowo się go trzyma myśląc, że to zbawienna intuicja mająca przestrzec i uratować od czegoś złego. Czasami osobom lękowym zadaje się pytanie: „Po co ty się tak martwisz? Czym ty się tak przejmujesz?” – a no właśnie po to. Gdyż martwienie się wydaje się być jedynym ratunkiem.

Król panikarz

 

Nie jesteśmy skazani na opisywane „awarie w systemie”. Ciało migdałowate można „nauczyć” działać prawidłowo.
Zdolność do wytwarzania odporności psychicznej związana jest z utrzymywaniem równowagi pomiędzy układem przywspółczulnym aktywowanym w trakcie relaksu i układem współczulnym, którego aktywacja związana jest ze stresem. Tak samo cenne jest odczuwanie pełnego optymizmu pobudzenia, co niekomfortowego poczucia zestresowania. To, co sprawia problem jest zróżnicowana osobniczo zdolność do zmiany swojego stanu w odniesieniu do sytuacji. Najprościej mówiąc ludzie posiadają różną umiejętność odzyskiwania emocjonalnej równowagi i spokoju. Można powiedzieć, że radzenie sobie ze stresem lub terapia zaburzeń lękowych polega właśnie na szkoleniu siebie w tym obszarze. A o tym, jak to robić, już wkrótce. 🙂
Tymczasem zachęcam do poczytania o Zeszycie Zmartwień – jednej z technik, służącej temu co robić, by nie martwić się zbyt wiele.