Mówią, że współczesnym światem rządzą obrazy. 

Zdjęcia. Filmy. 
Ekrany. 

Czy jeśli czegoś na obrazie się nie uwieczniło, to tak jakby nigdy się nie wydarzyło? 

Zasmuciło mnie dzisiaj robienie zdjęć.
Przygnębiły turystyczne kolejki z aparatami.
Rozdrażniły? 
A może też zrobiło mi się nieco wstyd? 
Za innych. 
Za siebie.

Bywa, że podróżując, wpadamy w pułapkę. Wodzą nas za nos: piękno chwil i cuda technologii. Wysiadamy z samochodów, wchodzimy na wysokie wieże, przystajemy na szlakach. Tylko dla zdjęć. Wybieramy chwile i miejsca z odpowiednim kadrem. 

A co z mniej fotogenicznym światem? Czy tam już nie warto być?

Bywa, że podróżując, dajemy się zwieść. Zamykamy życie w papierowym albumie. Odkładamy chwilę na półkę. Na kiedyś. Na później, na zaś. Tak jakbyśmy nie chcieli w tej danej chwili niczego oglądać ani czuć. Przecież wrócimy do tego później. 

A co jeśli okaże się, że powrócimy do zdjęć bez wspomnień?

Czy podróże kiedyś zamienią się w wędrowanie nie dla przeżyć, a dla zdjęć? 
Czy życie będzie toczyło się tylko pod fotografie?
Dla podziwu innych? 

Co będzie wtedy życiem? 

Jest dużo szkół, do których można pójść, by nauczyć się robienia dobrych zdjęć. Podobno uczą tam, jak wygrać grę ze światłem i pogodzić ze sobą proporcje.
Czy zdradzają również tajemnicę jak jednocześnie robić zdjęcia i wciąż czuć? Przeżywać miejsce, w którym być może przychodzi Ci być tylko ten jeden raz w życiu?

Tak się tylko zastanawiam, bo.. 
dziś sama siebie złapałam na gorącym uczynku.
Zrobiłam zdjęcie.
Tak ślepo, w pędzie.
Później odwróciłam wzrok od świecącego się w dłoniach telefonu i nagle pojawiła się ta myśl, że

właśnie bezmyślnie doświadczam świata przez ekran. 
Znów! 

Czasami daję się zwariować.
Robię zdjęcie, a później zerkam mimochodem na fotografowany przed sekundą świat i… 
Właśnie. 
Bywa, że nic. 
Tej pustki się boję. 
Widzę, że jest pięknie, ale jeszcze nie wiem, jak się z tym mam. Jak często w ogóle tego nie odkrywam? 

Wtedy z wściekłością wciskam telefon do plecaka i bije się w pierś. 

Prostuję się.
Już z pustymi rękoma.
I wolną głową. 
Gapię się. 
Czekam.

W końcu zaczynam przeżywać.
Wącham. Dotykam. Nasłuchuję. Czuję. Wpatruję się. Aż oczy mam suche od łez.

Sam obraz nie uchwyci tego, co czujesz w danej chwili. Może jedynie przywołać pamięć uczucia. By tę pamięć mieć, musisz czuć. Teraz. 

Nie zrozum mnie źle.
Rób wciąż zdjęcia. Ja też nie przestanę. 

Lepiej jednak zwróć uwagę na to, co łapiesz w kadr.

Gdyż być może, 
pewnie nie zawsze, 
ale jednak,
czasami,
może tak być,
że wraz z tym małym „pstryk!”, 
rodzą się martwe obrazy, 
a pękają, 
jak mydlane bańki,
Twoje szanse 
na żywe wspomnienia.

Sardynia, kwiecień 2019 



Czułam wtedy szczęście. I wdzięczność. I magię. I zaszczyt, że było nam dane spędzić ten dzień na plaży z Pastorem, który niespodziewanie dołączył do nas, gdy schodziliśmy ze skarpy na piaszczysty brzeg.
Pomyślałam sobie wtedy, że życie jest niesamowite.
Pamiętam to jak dziś.
Czuję. 



Będąc już na plaży, odkryliśmy, że Pastor ma swoją stronę na Facebooku. Zachęcam Cię do odwiedzenia tego kochanego psiaka: Pastore



Być może spotkasz go kiedyś odwiedzając plażę Spiaggia Di Porto Alabe.
A może już go znasz?