Istnieje druga rzeczywistość. Równoległa z naszą. Słońce wstaje tam o tej samej godzinie, co u nas i w tym samym czasie ustępuje miejsca księżycowi, i gwiazdom. Ludzie, podobnie jak my, mieszkają w domach, chodzą po chodnikach, jeżdżą samochodami do pracy, szkoły, w podróże. W wolnym czasie kładą się na identycznej, zielonej trawie i patrzą w to samo, błękitne niebo. Są tam również 4 pory roku, szczęścia i nieszczęścia, prawa fizyki i zjawiska atmosferyczne. Wszystko takie samo, tylko że z innej perspektywy. Nieco niższej, która całkowicie zmienia punkt widzenia. Inne kraje, na przykład, nie są już tylko daleko, ale aż za górami, za lasami i siedmioma rzekami. W morzu można złowić nie tylko ryby, ale także syreny. Promienie słońca zamieniają się w skaczące zajączki, a cienie na ścianie w potwory. Sny nie śnią się tak po prostu. Zsyła je Piaskowy Ludek. Nikt też nie zaprzeczy, że Święty Mikołaj mieszka na Biegunie Północnym. Każdy obowiązkowo kładzie mleczaki pod poduchą, aby odebrała je w nocy Wróżka Zębuszka. W tym drugim wymiarze, życie to baśń. Pełna magii, fantazji, mar i stworów. Każdy z nas w tej rzeczywistości był. Potrafił wtedy latać i być niewidzialnym. Wyrośliśmy jednak z tego. Gdy rodzą nam się dzieci, mamy okazję dotknąć tego świata ponownie. Liznąć jedynie. Zagłębić się w nim nie zdołamy, gdyż nie zmieścimy przez malutki portal prowadzący do niego. Tylko niewielu dorosłym udaje się ponownie zagościć w dziecięcym świecie. I to nawet na dłużej. Marzę o tym, by również i mi się udało. Uparcie „pomniejszam” swoją perspektywę.

Gdy rozpoczynałam studia psychologiczne, nie przypuszczałam, że dziedziną, którą mnie pochłonie bez reszty, będzie psychologia dziecka. Mam marzenie, by bez żadnych zakłóceń i w dowolnym momencie teleportować się do magicznego świata dzieci, wczuć się w niego, zrozumieć, i poznać, jak własną kieszeń. Chciałabym wykształcić własną technikę przejścia do dziecięcego wymiaru. Pomoc maluchom postrzegam jako swoją misję. Każdy chce, by kiedyś, kiedyś, coś po nim zostało. Niech po mnie zostanie sprawdzone lekarstwo na różne, dziecięce „koszmary”.

Psycholog dziecięcy ma ciężkie zadanie. Jest on łącznikiem, strażnikiem portalu umieszczonego pomiędzy rzeczywistością dorosłych, a wymiarem dzieci. Jego praca polega nie tylko na porozumieniu z dzieckiem, ale również na współpracy z rodzicem. Bądź też opiekunem – zawsze jednak jest to mimo wszystko osoba dorosła. Wyczulona na każdy twój ruch i słowo. Gotowa rzucić się na pożarcie osoby winnej krzywdy jej dziecka. Często nieufna i zniecierpliwiona. Chce wszystkiego, co najlepsze dla malucha. Pragnie tego od zaraz. Terapia jednak zawsze musi swoje trwać…

Każda mama dostaje od natury cudowny, niezastąpiony dar – instynkt macierzyński. Nikt nigdy nie będzie bliższy maluchowi, niż kobieta, która przez dziewięć miesięcy nosiła go pod sercem. Nikt nigdy nie wyczyta z jego twarzy tyle, co matka bacznie obserwująca miny bobasa od pierwszych momentów jego życia.

Każdy tata doznaje ogromnego zaszczytu bycia bohaterem swojego dziecka. Głównym wzorem i strażnikiem bezpieczeństwa. Z tatą, czuwającym za plecami, można wszystko. Tata, jakby co, zawsze coś wymyśli.

Lecz mimo tych cudownych, rodzicielskich umiejętności, które dostajemy w spadku od natury, zawsze będzie nas różnić z dziećmi fakt, że tkwimy całymi sobą w naszym dorosłym wymiarze. Naiwnie wierzymy, że świat malucha jest kolorowy, pastelowy. Nie dopuszczamy do siebie myśli, aby nasze dziecko mogło doświadczyć czegoś złego, szarego, o czarnym nie wspominając. Gdy przychodzi nam stanąć oko w oko z dziecięcymi problemami, nierzadko czujemy się bezsilni. Zważając na każdy stawiany krok, dokładamy wszelkich sił, by pomóc dziecku. Nie zawsze jednak potrafimy.

Rodzice, na szczęście coraz rzadziej, obawiają się prosić o pomoc dziecięcych psychologów klinicznych. Jednym powodem jest to, że nie dopuszczają myśli, aby ich dziecko miało problem. Z drugiej strony, bardzo nie chcą poczuć się złymi rodzicami. A niestety będą sobie wyrzucać, że gdzieś popełnili błąd.

Nie zawsze przy dziecku jest rodzic, który mógłby mieć sobie cokolwiek do zarzucenia. Tak wiele dzieci potrzebuje pomocy z powodu samotności, która towarzyszy im od pierwszych dni. Wiele jest również sił wyższych,sprowadzających na świat dzieci plagę choroby skazującą je na trudniejszy, co nie oznacza, że gorszy los. Potrzebują one wtedy kierownictwa, motywacji, odwagi albo kogoś, kto zrozumie ich problem i stanie się dla nich łącznikiem z innymi.

Fascynuje mnie fakt, że każde dziecko to inne życie, inny umysł, inne serce, inna rodzina, inna bajka. W każdej takiej historii jest dobro i zło. Ze wszystkich wypływa jakaś nauka. Stawiam sobie za cel, aby w takich opowieściach odgrywać rolę dobrej wróżki, która w razie potrzeby, przybywa z pomocą.

Otwieram na blogu nowy dział. Będę pisać o dwóch wymiarach, o dzieciach i rodzicach, i pomaganiu im. Pojawi się również temat bajek terapeutycznych, które z pewnością Wam się przydadzą…

W współczesnym świecie coraz więcej rodzin potrzebuje wsparcia psychologicznego. Śmiało stawiam tezę, że każdy z nas powinien przejść swoją terapię. W żadnym wymiarze dobro nie wygrywa ze złem bezwarunkowo. To my, dorośli, musimy zadbać o to, by dla wszystkich dziecięcych historii było tylko jedno możliwe zakończenie: „… i żyli długo, i szczęśliwie!”.