4

Z okazji naszej rocznicy pojechaliśmy do Nałęczowa. Nad wejściem do pokoju wisiała tabliczka, na której ktoś czule napisał: “Czułość”. Zamknęliśmy za sobą drewniane drzwi. Cztery ściany, nas dwoje, tysiące oddechów. Frywolne, wolne chwile. Rozsmakowałam się z rozkoszą w każdej z nich. Wciąż czuję słodycz w ustach. Trzymam zapas pod językiem.

Czułość. Jestem od niej uzależniona. Potrzebuję jej. Tak samo, jak tlenu. Zresztą, nie mam najmniejszych wątpliwości, że nie tylko ja się jej domagam. Codzienność nie jest łaskawa. Zdziera z nas warstwę ochronną niczym papier ścierny. Na koniec dnia wracamy zmęczeni do domu z balastem szorstkich myśli w głowie. Ten znów się czepiał, ta z dołu narzekała na hałas, tamta ze sklepu miała obrażoną minę, a na koniec jeszcze ci prawie mnie przejechali. Bezimienni obcy. Jest nas miliony, a wszyscy tacy samotni. Zmiętoleni. Nieczuli. A gdyby tak odpuścić temu nerwy, tej przewrażliwienie, tamtej zły dzień, a tym roztargnienie? Tak sobie tylko myślę czule…

Jak dobrze, że dzień zawsze kończy się wieczorem. Boleśnie kładę się obtarta do łóżka. Otulają mnie czułe ramiona. Daję z siebie wszystko, bo dostałam wszystko.

Ćwiczę czułe myśli. Każdego dnia.