Przyszło coś zupełnie nowego.
Mogę być wdzięczna.

Czuję, jak pod moim sercem rozwija się nowe życie. 
Poszczęściło mi się, że akurat teraz, w ten szalony czas mogę, codziennie odwiedzać plażę. 
Wpatrywać się w fale. Słuchać szumu wody. I krzyku mew. 
Budzę się każdego dnia u boku ukochanej osoby. 
Jest mi ciepło. 
Jestem najedzona. 
W każdej chwili mogę się przytulić i szukać pocieszenia w silnych ramionach.
Mogę tworzyć, pisać, czytać, oglądać, słuchać czegokolwiek, na co mam ochotę. 
Codziennie ćwiczę sobie jogę. Jak zawsze.

Mam dostęp do wielu źródeł informacji i ja sama decyduję, kiedy oraz jak z nich korzystam. To ja trzymam ster i kieruję swoją uwagą.

Mogę płakać i bać się. 
Mogę martwić się, że nadszedł kryzys. 
Czuć, że nie jest już tak wygodnie. Wspominać dobre czasy. Rozedrgana zerkać w przyszłość.

Mogę też myśleć, że nadeszła wielka zmiana.
Układać swoje miejsce na nowo. Być w jednej chwili na raz. Ekscytować się tym, co jest. 

Moje myśli dryfują pomiędzy strachem, wdzięcznością i nadzieją. 
Niech sobie płyną. Ja na nie popatrzę.
Ufam wdechom i wydechom. 
To je pozmieniam, szukając w nich ukojenia. 

Mogę jutro obudzić się w zupełnie innym świecie. Nie mam nad tym kontroli. 
Mogę jutro obudzić się ze spokojem w swoim umyśle. Mam na to wpływ.  Uff, z tym jest mi naprawdę dobrze. 

Natura dopominała się naszej uwagi. Nic z tego.
Daliśmy się wodzić za nos luksusowi.
Musiało przyjść coś zupełnie nowego.
Otworzyliśmy szeroko oczy.
Strach w końcu zadziałał.

W izolacji, zwracamy się wewnątrz siebie.
Ten wewnątrzny świat zawsze powinien być naszym pierwszym wyborem.
Tylko w nim można zbudować trwałe fundamenty.
I poczuć się bezpiecznie.

Zmiana to najbardziej naturalna rzecz. Taka jest kolej gry. 
To nie my rozdajemy karty. 
Choć często mamy złudzenie, że tak jest. 
Choć bardzo byśmy chcieli.
Szczególnie teraz usilnie o to walczymy.
Pozostaje nam zagrać z tym, co trzymamy w dłoniach. 
To dużo. 
To znacznie więcej, niż zwykłe tasowanie.
To tak naprawdę wszystko. 

Spokój przychodzi, gdy przestajesz walczyć. 
Nie walcz. Po prostu sobie graj.

Znów stoję na brzegu. 
Mój przewrotny, nieobliczalny los po raz kolejny w ważnym momencie życia wyrzucił mnie na plażę.
Chyba chce mi przypomnieć, że w tym wszechświecie wciąż wszystko płynie. I się zmienia.

Znów jestem rozbitkiem. 
Czas zbudować nowy, bezpieczny szałas.

Dla świata jestem tylko tchnieniem. Płochym, wątłym, rozedrganym.
Dla siebie samej mogę być całym światem. Pięknym, spokojnym, trwałym. 

Mogę być Ci wdzięczna losie za to, że mi o tym przypominasz. 
I jestem.