W dzisiejszych czasach należy być elastycznym. Podobno. Tak twierdzą doświadczeni łowcy głów. Mówią, że najdalej dobiegną Ci najbardziej zwrotni. Co to nie wypadną z toru na ostrym zakręcie. Przetrwają ludzie z gumy, którzy bez problemu pokonają każdą przeszkodę, naciągną się lub skurczą, by dopasować się do sytuacji. Najlepiej, żeby już z natury byli dobrze rozciągnięci, gdyż szkoda czasu na rozgrzewkę. Zawsze w dobrej kondycji. Gotowi do startu. Start!

A gdzie meta? Mówią, że za górami, za lasami, tam gdzie króluje szczęście…

Daleko jeszcze?

Kilka dni temu widziałam plakat zapraszający do udziału w wyjątkowym biegu. Jedynym takim na świecie, gdzie nie Ty biegniesz do mety, ale to ona próbuje dogonić Ciebie. Pomyślałam sobie, że organizatorzy nie mają racji co do tego, że nigdzie indziej taki maraton się nie odbywa. Najdłuższy bieg każdego z nas działa przecież zgodnie z tymi samymi zasadami. Różni się tylko dystansem. Jest nim życie.

Każdego dnia chcemy wykonać choć jeden, mały krok w stronę szczęścia. Osiągać, zdobywać, posiadać. Więcej. Linia mety coraz dalej. Tak nam się wydaje. Dlatego biegniemy szybciej. Wydłużamy kroki. Wyciągamy ręce. Pochylamy się na zakrętach, by nie wypaść z drogi. Jesteśmy elastyczni. Los ustalając trasę, nie wręczył nam mapy. Musimy więc dostosować się do każdych warunków.

Od czasu do czasu wiatr sypnie nam piaskiem w oczy. Tracimy cel z zasięgu wzroku. To najgorszy odcinek rajdu. Wtedy przychodzi nam zerknąć ze strachem w przepaść.

Uciekamy bezwiednie przed szczęściem chcąc do niego dobiec. Nasza meta, podobnie jak w tym biegu z plakatu, próbuje nas dogonić.

Przestań się naciągać. Popatrz za siebie. Choć raz zerknij pod nogi. Skup się na swoim oddechu.

Wbrew plotkom, szczęście nie włada w odległej od nas krainie. Nie znajdziesz go za siódmym lasem i siódmą rzeką, ukrytego pomiędzy wzgórzami. Mamy złudzenie, że tak jest, bo wszystko wokoło motywuje nas do ślepego wyścigu, w którym liczy się tylko to, kto dalej, więcej, lepiej. Akceptujemy regulamin i rozciągamy się, by nie zostać zdyskwalifikowanym. Kibicują nam, żebyśmy żyli bardziej. I robimy to. Serca rzeczywiście biją szybciej. Niestety rzadziej przyspieszają z powodu radości, a częściej z wyczerpania. Zadyszka to choroba naszej cywilizacji.

Wszystko to jest banalne, a wciąż wydaje się takie trudne. Wielkie umysły, które tworzą nowe technologie i wykonują skomplikowane obliczenia, wciąż nie mogą uporać się z prostym działaniem życia. Skupiamy się na dodawaniu i mnożeniu. Podnosimy nawet do potęgi, a wynik i tak wydaje się za mały. Pojawiają się nowe niewiadome. Kombinujemy. Największy strach to skończyć na minusie.

SZCZĘŚCIE = ŻYCIE. Wciąż tak uparcie chcemy rozbudować to równanie.

Każdy niby to wszystkie wie. Twierdzi, że to nuda. Nie zastanawia się więc. Dobrze by nam jednak zrobiło, gdybyśmy byli tym wszystkim wielce poruszeni. Przestali wyciągać ręce do przodu, a zaczęli rozciągać klatkę piersiową i ramiona. By móc sięgnąć do tyłu i zerwać wstęgę mety, rozciągniętą od dawna, o krok za nami.

Coś mnie tknęło.