W minionym tygodniu napisała do mnie jedna z Was. (Pozdrawiam ciepło! 🙂 ) Zgłosiła się do mnie z pytaniem co robić w sytuacji, gdy jej 3,5-letnia córeczka boi się wiatru. Czytelniczka opisała, że lęk małej trwa już dość długo – ponad rok – od czasu, gdy dziewczynka przestraszyła się wichury, która napotkała mamę z córką podczas powrotu ze sklepu. Co można zrobić w takiej sytuacji, by wesprzeć małe dziecko? Jak zmniejszyć jego strach i sprawić, by poczuło się bezpieczniej?

Przyznam, że dość często po przeczytaniu artykułu „Co robić, gdy dziecko się boi” zwracacie się do mnie w wiadomościach z prośbą o poradę. Są to pytania dotyczące lęków dzieci w różnym wieku. Pomyślałam, że warto rozwinąć ten temat, co w najbliższym czasie zaowocuje kilkoma artykułami na ten temat. Dziś podsuwam pomysł na rozmowę z dzieckiem na temat jego strachu – wspólne czytanie bajki. Opisana wcześniej wiadomość zainspirowała mnie do napisania „Bajki o Wietrze Psotniku”, którą znajdziesz poniżej w tym artykule. Jeśli będzie dla Ciebie pomocna, koniecznie daj mi znać!

Jak bajka może pomóc?

Bajka, która w jakiś sposób porusza trudny dla dziecka temat, może być pretekstem do zebrania informacji, co dokładnie jest źródłem lęku malucha. W przypadku wiatru – czy jest to hałas, przechylające się drzewa, szarpnięcia wywołane podmuchami. Wiedząc więcej o niepokoju pociechy, zyskujemy pole do rozmowy z nim – możemy wytłumaczyć dlaczego takie zjawiska mają miejsce, ile zwykle trwają, co ludzie robią, aby się przed nimi ochronić.

Pamiętaj, nie chodzi o to, by „sprzedać dziecku bajeczkę” i powiedzieć mu, że nie ma się czego bać, ale by wesprzeć go poprzez wyjaśnienie, o co chodzi w trudnej dla niego sytuacji oraz oswojenie z trudnym dla niego tematem. Zadaniem opowieści jest podsuwanie dziecku pomysłów na konstruktywne sposoby radzenia sobie z problemem oraz budowanie w nim umiejętności mówienia innym o swoich trudnościach i poszukiwania pomocy u najbliższych.

Co nieco o bajkoterapii przeczytasz tutaj: „Bajki terapeutyczne, czyli baju baj potworze!” Jest to temat rzeka, któremu wkrótce także poświęcę więcej uwagi. 🙂

Bajka o wietrze

Poniższa bajka o wietrze dotyka tematu lęku przed wichurą, hałasem i skutkami silnych podmuchów. Wprowadza nas w magiczny świat dziecięcej wyobraźni i pozwala zaprzyjaźnić się z wiatrem psotnikiem oraz zrozumieć jego nie zawsze miłe zachowanie.

Jeśli maluch boi się gwałtownych zjawisk atmosferycznych, nie czytajmy mu tej bajki przed snem. Zachęcam, by zabrać się za lekturę w ciągu dnia. Zarezerwujmy sobie trochę czasu. Niech to będzie chwila na spokojną rozmowę, w której okażemy dziecku zrozumienie dla jego strachu. Zamieńmy „nie ma czego się bać” na „rozumiem, że się boisz”. Pokażmy dziecku, że ze strachem można sobie poradzić oraz że warto przyglądać się dokładniej temu, co budzi w nas lęk. Możemy próbować oswoić się z „potworem”, a nawet zaprzyjaźnić z nim! Dajmy dziecku infomację, że my też czasem się boimy i jesteśmy gotowi wspólnie przetrwać dręczące nas, nieprzyjemne obawy. W ten sposób wchodzimy w bardzo ważną rolę bardzo doświadczonego, wspierającego i rozumiejącego towarzysza uczuć dziecka. Każdy maluch właśnie takiego kompana do poznawaniu świata potrzebuje.

MIŁEGO CZYTANIA!

BAJKA O WIETRZE PSOTNIKU

Wiatr psotnik

– Haniu, co się stało? – zapytał Dziadek. 
– Złoszczę się na wiatr! – burknęła naburmuszona Hania marszcząc mocno czoło, aby Dziadek nie miał żadnych wątpliwości co do tego, że jest naprawdę bardzo, ale to bardzo zła.
– Ooo to poważna sprawa. Opowiedz co się stało – zachęcił ją.
Hania zerknęła na Dziadka podejrzliwie. Chciała upewnić się czy na pewno traktuje jej problem na serio. Minę miał całkiem poważną, więc postanowiła, że wyjaśni mu dokładnie, co się dzisiaj wydarzyło.
– Pojechałyśmy z mamą na zakupy. Kiedy wyszłyśmy ze sklepu, rozpętała się wichura – Hania wstała i rozłożyła szeroko ramiona, aby zobrazować powagę sprawy. – Grzmiało, błyskało i lało! Najgorszy był ten okropny wiatr! Dudnił i huczał. Nic nie widziałam, bo zawiewał mi włosy na twarz. Próbowałam się przed nim ochronić moją żółtą parasolką, ale wtedy stało się coś strasznego. Najpierw wiatr porwał moją parasolkę do góry wraz z innymi parasolami!

Wiatr porwał parasole!
Wiatr porwał parasole!

Na szczęście mama jest wysoka i udało jej się w ostatniej chwili za kijek. Wiatrowi chyba się to nie spodobało, bo jak tylko mama oddała mi parasol, wiatr zdenerwował się, szarpnął za niego kilka razy i zobacz co zrobił!
Hania pobiegła do przedpokoju po swój parasol i pokazała go dziadkowi ze łzami w oczach. 

Wiatr poszarpał parasol Hani.
Wiatr poszarpał parasol Hani.


– Ojojoj wygląda jak siedem nieszczęść – powiedział Dziadek.
Hania zerknęła na niego podejrzliwie.
– Co to znaczy „jak siedem nieszczęść”? – zapytała.
– Po prostu bardzo źle – podsumował Dziadek.
– Aha! To zgadzam się z Tobą dziadku! – zawołała dziewczynka, a po chwili jeszcze bardziej spochmurniała. – Wiesz dziadku, ja to się boję, że ten niedobry wiatr do mnie wróci. Wydaje mi się, że mnie nie polubił. A co jeśli on jest zły na mnie, że odebrałam mu moją parasolkę? Wichura przyszła za nami do domu, to na pewno wie, gdzie mieszkam! A jeśli wiatr znów zechce psocić i porwie nasz kolorowy parasol z tarasu? Albo mój wiatraczek przyczepiony do barierki balkonu? A co jeśli zrzuci z parapetu ulubione kwiatki mamy?
– Wiesz co Haniu, z wiatrem można się dogadać – odpowiedział Dziadek podejrzanie pewnym głosem.
– Skąd wiesz? – dociekała Hania.
Dziadek w odpowiedzi opowiedział wnuczce swoje wspomnienie z dzieciństwa: 
– Gdy byłem małym chłopcem wiatr porwał mój ulubiony latawiec. Nagły podmuch zabrał go wysoko, wysoko do nieba, gdy bawiłem się nim na łące. Nie miałem najmniejszych szans go złapać i uratować, bo zaczęło wtedy nagle naprawdę silnie wiać. Pamiętam, że usiadłem na kamieniu i zacząłem płakać. Byłem przestraszony, smutny i zły jednocześnie. Tak jak ty dzisiaj, obraziłem się na wiatr i powiedziałem mu na głos: „Nie lubię cię!”.  Wtedy do mnie przyleciał…

Wiatr porwał latawiec małego Dziadka.
Latawiec pofrunął z wiatrem wysoko do nieba.


Hania otworzyła szeroko oczy. Trochę ze strachu, ale bardziej z ciekawości. 
– Opowiedz co było dalej! – krzyknęła.
Dziadek kontynuował opowieść:
– Wiatr zakręcił się wokół mnie, narobił mi bałaganu we włosach i szturchnął lekko przelatującego obok motyla. Zaraz potem zaczął krążyć powoli wokół mojej głowy. Stał się cieplutki i naprawdę miły. Lekko głaszcząc mi policzki, zaczął szumieć mi do ucha wierszyk.
– Naprawdę?! – oczy Hani były coraz większe ze zdziwienia. – O czym był ten wiersz? – zapytała.
– Wiatr co nieco mi o sobie opowiedział – tłumaczył Dziadek. – Wiesz Haniu, to było bardzo dawno, więc dużo szczegółów nie pamiętam, ale wydaje mi się, że wierszyk brzmiał tak:

 

Przepraszam Cię bardzo za zabranego latawca,
nie chciałem, to przypadkiem, za mocno dmuchnąłem w dmuchawca.
W pochmurne dni często mam pracy nieco więcej,
zdarza mi się wtedy psocić i dąć trochę częściej.
Kiedy zbierają się ciemne chmury,
Ja również staję się bardziej ponury. 
Niebo robi się takie ciemne i szare,
nie widać wesołego słońca wcale a wcale. 
Gdy się zbierają w górze czarne chmurzyska,
wzbijam się wysoko nad pola i urwiska.
Drzewa i ptaki wołają mnie wtedy do pomocy,
czasami w dzień, a czasem w środku nocy.
Mam naprawdę dużo pracy!
 

Muszę dmuchać i szaleć i pędzić co tchu!
Przepędzam burze i chmury, by było pięknie znów.
Bywa co prawda, że nieco przy tym psocę,
porywam parasole albo zrzucam drzewom owoce.
Czasami zrywam sąsiadowi pranie ze sznurka,
bałaganię trochę na tarasach i podwórkach.

Wiem, wiem wtedy naprawdę można się mnie przestraszyć,
bardzo hałasuję i trudno się gdzieś przede mną zaszyć.
Przykro mi, że straszę, broję i przynoszę smutki.
Chciałbym, żebyś wiedział, że dmucham po to,
by świat był jak najszybciej spokojny i jaśniutki!
To dzięki mnie ciemne chmury znikają za górami,
przepędzam je, by nie trzeba było ciągle chodzić z parasolami.

Poza tym mam różne inne ważne zadania.
Wietrzę i chłodzę w upały, wedle uznania!
Pomagam też mleczom rozsiewać nasionka,
niosę hen, hen daleko piękny śpiew skowronka.

Kręcę wiatrakiem w młynie, który mąkę daje,
Poruszam łodzią na wodzie, gdy w miejscu przystaje.


W pochmurne dni to pewnie lepiej Ci w domu niż ze mną na dworze, 
ale pamiętaj, że w te ładne może być ze mną fajnie i w górach i nad morzem! 
Możemy wtedy razem pobawić się papierowymi łódkami
albo pokręcić wspólnie kolorowymi wiatraczkami!
Lubię też bardzo puszczać na niebie latawce
albo leżeć w trawie lub posiedzieć na ławce! 

Ja mam czas na spotkania świątek, piątek i niedziela!
Pomyśl, nie chciałbyś mieć wiatru za przyjaciela?

Hania w milczeniu wysłuchała opowieści Dziadka. Gdy skończył jej policzki zalały czerwone rumieńce. Nie pomyślała w ogóle o tym, jak ważną pracę ma wiatr! Zupełnie nie zauważyła, że to dzięki niemu, po każdej burzy wychodzi słońce. A czasem nawet pojawia się tęcza. To właśnie wiatr przepędza daleko ciemne chmury, których sama tak bardzo nie lubi. 
– Och Dziadku! – krzyknęła dziewczynka. – To wiatr, mimo, że wygląda groźnie, wcale nie chce nam zrobić krzywdy. On po prostu przepędza złą pogodę.
– Wiesz Haniu, ja od tamtego spotkania z wiatrem na łące też właśnie tak sobie o nim myślę – powiedział Dziadek.
– Postanowiłam odbrazić się na wiatr! – oświadczyła głośno Hania. – Tak, wnoszę oficjalne postanowienie, że chcę się z wiatrem polubić!
Dziadek zerknął za okno. W kropelkach wody na szybach mieniły się ślicznie promienie słońca.
– Zobacz Haniu. – powiedział Dziadek pokazując na ogród – Znów jest piękna pogoda, co oznacza, że wiatr właśnie skończył swoją pracę. Myślę, że dobrym sposobem na pogodzenie się z nim, będzie wspólne puszczanie latawców. Hania z uśmiechem zerwała się na równe nogi. Tak, z pewnością była już gotowa, by porozumieć się z wiatrem.
– Nie ma na co czekać! Pomożesz mi Dziadku zrobić latawiec w kształcie motyla? Zawsze o takim marzyłam. Myślę, że wiatr go bardzo polubi!
– Pomogę Ci Haniu – powiedział Dziadek. – Możemy też spróbować po Waszej wspólnej zabawie namówić wiatr, aby dał się złapać do słoika, żebyś mogła mu się lepiej przyjrzeć. Co Ty na to?
– Och Dziadek, jesteś najlepszy! – Krzyknęła Hania i mocno się do niego przytuliła.

Dziadek pomógł zrobić Hani piękny latawiec w kształcie motyla. Wiatr rzeczywiście bardzo go polubił!
Wiatr dał się namówić i zgodził się na chwile schować do słoika. Było tam tak spokojnie i cicho, że aż zasnął. Hania po jakimś czasie postanowiła go jednak wypuścić. Bez wiatru przecież na niebie zgromadziłoby się przecież mnóstwo czarnych chmur!

KONIEC

A może teraz Wy zaprojektujecie swój własny latawiec i namówicie wiatr na wspólną zabawę na łące? 🙂